Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2015

Tagliatelle z wędzonym łososiem, brokułami i suszonymi pomidorami

Ot takie jedzonko, które można przygotować na szybko. Trafiło w dziesiątkę jeśli chodzi o moje smakowe upodobania, mojemu lubemu już mniej, ale cóż o gustach się nie dyskutuje. Polecam to danie również jako kolację/ obiado-kolację, gdyż jest na prawdę lekkie i pyszne :)

Składniki na dwie porcje:
  • 4 gniazdka makaronu tagliatelle (najlepiej razowego, ja akurat nie miałam)
  • 6 łyżek jogurtu naturalnego (ja użyłam sojowy)
  • skórka otarta z cytryny
  • ok. 150 g wędzonego łososia
  • dwie małe garstki liści szpinaku
  • kilka suszonych pomidorków, 3-4
  • 200 g brokuła
  • czosnek 2-3 ząbki
  • gałka muszkatołowa
  • oliwa
  • sól, pieprz
Szpinak dusimy z czosnkiem na odrobinie oliwy, dodajemy odrobinę soli i pieprz, to wydobędzie fantastyczny smak ze szpinaku. 
Brokuł gotujemy al dente, po czym dzielimy go na mniejsze różyczki, dorzucamy go do szpinaku, posypujemy skórka z cytryny i chwilę razem dusimy. Następnie dodajemy łososia podzielonego na mniejsze kawałki i ostrożnie mieszając chwilkę podgrzewamy. 
Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Jogurt łączymy z gałką muszkatołową i wylewamy na patelnię. Dodajemy pocięte w paski suszone pomidory oraz makaron i energicznie wszystko mieszamy. Nie grzejemy jak szatany na najwyższym ogniu, ani też nie robimy tego za długo bo nam się jogurt zważy i będzie fuj. Dlatego jogurt najlepiej dodać już na samym końcu i tylko lekko go podgrzać. 
Smacznego :)




czwartek, 19 lutego 2015

Parmezanowe gnocchi w sosie pomidorowym & Zupa krem z jarmużu

Jak można nie lubić klusek??? Nie wiem, po prostu się w pale nie mieści... Ja uwielbiam, pamiętam, że w dzieciństwie często jadłam kopytka, a jak zostało z obiadu to na kolację mama robiła mi je na słodko, z masełkiem, cukrem, cynamonem i makiem - mniam! Jako iż musiałam zrobić wielkie pożegnanie serom (tym na bazie mleka krowiego), niestety i z wielkim żalem, bo parmezan, mozzarellę i fetę wielbię, no ale cóż... Reasumując, jako iż musiałam pożegnać się z serami zrobiłam sobie takie wesołe gnocchi z parmezanem i sosikiem pomidorowym ;)

Składniki na 3-4 porcje:
  • 1 kg ziemniaków ugotowanych lub upieczonych w mundurkach
  • 275 g mąki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 30 g tartego parmezanu plus troszkę do posypania (lub wegetariańskiego twardego sera startego)
  • 2 jajka
Sos:
  • 1 cebula
  • 2 łyżeczki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • puszka pomidorków lub passata, lub to i to plus odrobina koncentratu ( ja robię sos pomidorowy na "oko")
  • szczypta cukru
  • bazylia, sól i pieprz
  • kilka pieczarek
  • mała garstka natki pietruszki do posypania
Najpierw oczywiście trzeba ugotować, bądź upiec nasze ziemniaczki. W trakcie gdy to się będzie piekło/gotowało istnieje sposobność na przyrządzenie sosu pomidorowego.
Rozgrzewamy oliwę na patelni lub w rondlu, najpierw szklimy drobno pokrojoną cebulkę, potem dodajemy pieczarki a potem pomidory z puszki i passatę, chwilkę dusimy. Na tarce o małych oczkach trzemy ząbki czosnku, no chyba że jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami dobrej praski do czosnku... Dodajemy szczyptę cukru, solimy i pieprzymy i dodajemy również odrobinę suszonej bazylii. Pod koniec można dodać odrobinę koncentratu jeśli sos jest za rzadki. Na koniec posypujemy natką pietruszki i włala :)

Ugotowane/upieczone ziemniaki należy troszkę przestudzić, potem przecieramy przez drobne sito lub mielimy w maszynce lub dokładnie ugniatamy ubijaczką do ziemniaków, posiłkując się małym widelcem.
Wywalamy naszą puplę ziemniaczaną na blat, robimy wulkanik, taki kopczyk z dziurką w środku, do środeczka wbijamy jajka, dodajemy przyprawy i parmezan, wszystko posypujemy mąką. Zagniatamy ciasto, jeśli jest zbyt lepiące dodajemy odrobinę mąki, ale bez przesady bo potem kluseczki będą się nadawały do strzelania z procy. Na blacie oprószonym mąką z ciasta formujemy wałeczki, lekko je spłaszczamy po czym tniemy na małe prostokątne kawałeczki. Odkładamy na bok, oczywiście na blat lub talerz oprószony mąką żeby się nie przykleiły do podłoża. Gotowe kluseczki naznaczamy widelcem, każdą kluseczkę lekko przyciskamy widelcem, dzięki temu rzekomo na klusce lepiej będzie się trzymał sos.
W dużym garnku gotujemy osoloną wodę, gdy zawrze wrzucamy nasze kluseczki, czekamy aż wypłyną na powierzchnię i gotujemy jeszcze 1 min. Wyjmujemy łyżką cedzakową, wrzucamy kolejną partię, itd... Odgrzewamy sos, możemy wrzucić do niego kluski i odgrzać razem. Całość posypujemy tartym parmezanem amen :D Pychota mówię wam!


Czas na zupę z jarmużu :)

Składniki na 5-6 porcji:
  • opakowanie włoszczyzny bez kapusty
  • kilka dużych liści jarmużu lub pół paczki już pociętego
  • 1 średni brokuł
  • 6 ziemniaków
  • sól, pieprz, 2 listki laurowe
  • śmietana lub jogurt do zabielenia
  • 6 łyżeczek tartego żółtego sera
  • ja dodatkowo dodałam jeszcze kiełki i mix ziaren : słonecznik, dynia, sezam i len
  • można zrobić w wersji z grzankami lub z ziemniakami pociętymi w kostkę, (ja tym razem wybrałam ziemniaki, 1 duży zostawiłam w zupie do miksowania a resztę pokrojoną w kostkę dorzuciłam już na koniec)
Teraz przedstawię moją wersję (tą z ziemniakami) jak ja zrobiłam tą zupę.
Gotujemy sobie wywar oczywiście. Gotujemy w nim potem włoszczyznę, ziemniaka i brokuła podzielonego na różyczki, gotujemy do miękkości. Pod koniec dorzucamy jarmuż i gotujemy niecałe 10 min. 
Zupę miksujemy, doprawiamy. 5 ziemniaków pokrojonych w drobną kostkę gotujemy osobno w garnuszku z osoloną wodą, po jakiś 5-10 min powinny być już miękkie, dodajemy do zmiksowanej już zupy. Podajemy posypane tartym serem, zabielone odrobiną jogurtu, ja oczywiście posypałam jeszcze kiełkami i ziarnami.
W wersji z grzankami wszystkie ziemniaki lądują zmiksowane w zupie, a oczywiście dodatkowo robimy sobie grzanki na patelni lub w tosterze lub jak tam kto woli...
Zupka fajna, bardzo mi smakowała, mojej małej latorośli również, wcinał aż mu się uszy trzęsły :)



niedziela, 25 stycznia 2015

Makaronowy duet: Tagliatelle w sosie śmietanowym ze szpinakiem & Zapiekane muszle z pieczarkami w sosie pomidorowym

Kiedyś zachciało mi się tych muszli. Zobaczyłam w sklepie i pomyślałam, że w sumie nigdy takiego wielkiego makaronu nie jadłam, a gdzieś tam mi się jakiś przepis pałętał w moim segregatorze... Odkąd jestem w Anglii w końcu próbuję rzeczy których nigdy wcześniej nie jadłam, to i na muszle przyszła pora :)
 Także muszle z pieczarkami zapiekane w sosie pomidorowym... Mnie bardzo smakowały, chłop mój wytknął oczywisty brak mięsa, bo jakże to tak chłopu mięsożernemu na obiad dać bez mięsa... Ale zjadł i smakowało :)


Składniki na 4 porcje:
(1 porcja 275 kcal)
  • makaron muszle 16 szt
  • pieczarki 300 g
  • natka pietruszki 1/2 pęczka
  • przecier pomidorowy 300 ml
  • cebula 1 mała
  • masło 1 łyżka
  • olej/oliwa 1 łyżka
  • czosnek 1,2 ząbki
  • gałka muszkatołowa do smaku
  • sól, pieprz, szczypta cukru
  • 150 g sera żółtego tartego wedle upodobań lub sera feta również wedle upodobań ;) 
Pieczarki siekamy drobno i smażymy na maśle. Studzimy je i odlewamy nadmiar wody, mieszamy z roztartym serem feta (w przypadku sera żółtego posypujemy głównie z wierzchu, ale do farszu również można odrobinę dodać) i posiekaną natką. Przyprawiamy nasz farsz solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Cebulę i czosnek siekamy i smażymy na oliwie, wlewamy przecier pomidorowy i przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Przelewamy sos do naczynia żaroodpornego.

Makaron gotujemy al dente, przelewamy zimną wodą. Muszle napełniamy ostrożnie farszem, układamy na sosie pomidorowym, wszystko posypujemy resztą sera. Zapiekamy ok 20 min w temperaturze 180 st. C.


Teraz kolej na Tagliatelle w sosie śmietanowym ze szpinakiem, jako że jesteśmy wielkimi entuzjastami szpinaku postanowiłam przygotować go w innej odsłonie niż standardowo.

Składniki na 4 porcje:

  • 150 g świeżych liści młodego szpinaku
  • 4 porcje makaronu tagliatelle 
  • 100 g wędzonego boczku
  • 400 g kwaśnej śmietany 18%
  • 100 g sera pleśniowego gorgonzola (lub zwykłego brie - jak użyłam brie bo mój chłop nie dzierży gorgonzoli)
  • pieprz i sól
Płuczemy szpinak pod bieżącą wodą, blanszujemy w garnku z wrzącą wodą ok 1 min. Przelewamy na durszlak i hartujemy zimną wodą. Odciskamy nadmiar wody.

W dużym garnku gotujemy makaron w osolonej wodzie, ma być al dente.

Boczek kroimy w paski lub drobną kostkę, przekładamy na rozgrzaną patelnię i podsmażamy ok 2 min. Wlewamy śmietaną, wrzucamy pokruszone kawałki sera. Gotujemy na małym ogniu 3-5 min, aż ser całkowicie się rozpuści w śmietanie. Na koniec dodajemy odsączone liście szpinaku i doprawiamy solą i pieprzem. 

Gotowy makaron odcedzamy i wsadzamy do gorącego sosu, mieszamy i podajemy gorące i jemy parząc sobie dziób :) nie no joke, nie parzymy sobie dzioba ale zimny sos śmietanowy z serem pleśniowym grzęźnie w gardle więc ju noł...  ^^


sobota, 8 listopada 2014

Odrobina szaleństwa czyli pieczony łosoś z brzoskwiniami i chilli + deser

Czasem mam ochotę zjeść coś niecodziennego, coś podanego w niestandardowy sposób, coś bardziej szalonego niż schabowy :P
Zobaczyłam ten przepis w gazecie i stwierdziłam, że muszę, po prostu muszę! :) Mam słabość do takich smakowych kontrastów jak mięso z owocami, więc w sumie czemu i nie, ryba i owoce.





Oto składniki na 2 porcje:

  • 2 filety z łososia (ja miałam 4 małe)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz
  • 1 łyżka masła
  • ok. pół puszki brzoskwiń z syropu
  • 1 mała czerwona papryczka chili
  • 1/2 zielonej papryki (ja dodałam jeszcze mały pasek czerwonej papryki, bo mi się akurat napatoczył)
  • papryka ostra w proszku
  • oliwa
  • 2 saszetki ryżu brązowego i dzikiego (lub niecały kubeczek)



Łososia kropimy sokiem z cytryny, solimy i pieprzymy. Wkładamy do naczynia żaroodpornego, na każdym kawałku kładziemy kawałeczek masła. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy 20 min.
Brzoskwinie odsączamy z zalewy i kroimy w drobną kostkę, papryki również drobno kroimy. Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy owoce i papryki, dusimy ok 10 min pod przykryciem. Doprawiamy papryką i pieprzem. 
Upieczonego łososia podajemy na ryżu z porcją pikantnego sosu owocowego.



Smacznego!





Dla mnie pycha, łosoś genialnie smakuje dzięki masełku, owoce idealnie komponują się z papryką i sprawiają, że nie taka chili straszna jak zazwyczaj. Kto lubi eksperymenty do dzieła, bo przepis łatwy a w dodatku szybki :)







A jako bonus deser. 
Jako, że ostało nam się troszkę brzoskwiń możemy zrobić sobie pyszny deser.
Co potrzebujemy? (na 3-4 porcje)
  • 200g serka mascarpone
  • 100g jogurtu naturalnego (albo tyle ile będzie potrzeba do uzyskania fajnej konsystencji)
  • pół puszki brzoskwiń
  • 1-2 miękkie jabłka
  • sok z cytryny
  • kilka łyżek borówek amerykańskich (ja dałam duuużo bo je lubię)
  • cynamon
  • 2 łyżki cukru pudru
Serek mascarpone i jogurt miksujemy z cukrem pudrem, aż uzyskamy gładki krem. Jeśli jest zbyt gęsty dodajemy jeszcze odrobinę jogurtu.
Brzoskwinie odsączamy, kroimy w kostkę i blendujemy na mus. Jabłka obieramy, trzemy na tarce o dużych oczkach, kropimy sokiem z cytryny i dusimy chwilkę na małym ogniu aż jabłko kompletnie zmięknie. Doprawiamy odrobiną cynamonu po czym blendujemy na mus.
Umyj i osusz borówki (można też użyć zwykłych jagód). W pucharkach lub szklankach układamy warstwami: mus jabłkowy, krem z mascarpone, mus brzoskwiniowy, borówki, ponownie krem z mascarpone, mus brzoskwiniowy i borówki na wierzchu. Ja dodatkowo posypałam taką śmieszną czekoladową posypką znalezioną akurat w odmętach szuflady.
 Polecam schłodzić chwilę w lodówce przed pochłonięciem tej pychoty, wiem że ciężko się oprzeć, ale warto :)




sobota, 1 listopada 2014

Ciecierzyca w sosie pomidorowym z klopsikami

Nie ma nic lepszego niż klopsiki w sosie pomidorowym, moje głodomory je uwielbiają. Ale żeby nie było monotonnie postanowiłam urozmaicić i zamiast standardowo ze spaghetti, podałam z ciecierzycą.


A oto i składniki i przepis na 4-6 porcji:

  • 300g suszonej ciecierzycy
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 por
  • 2 ząbki czosnku
  • szczypta chili
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1 puszka krojonych pomidorów
  • tubka lub pół tubki przecieru pomidorowego (ja mam taki w tubkach, jedna ma ok 130g) w zależności od tego, jak gęsty lubicie sos
  • sól i pieprz do smaku
  • 500 g mięsa mielonego indyczego lub wieprzowego (ja wybrałam indycze)
  • jajko
  • trochę bułki tartej
  • natka pietruszki lub kolendry


Ciecierzycę trzeba zalać wodą na min 10 godzin, najlepiej zrobić to wieczorem, dzień wcześniej żeby moczyła się całą noc. Jeśli jesteście zapominalscy jak ja, to trudno, zamoczcie rano na przynajmniej kilka godzin. Przed gotowaniem wylewamy starą wodę i zalewamy nową. Gotujemy do miękkości ok 90 min, solimy dopiero pod koniec, jak posolisz na początku będziesz gotować tydzień i tak nie zmięknie :P
Por myjemy i kroimy w krążki, czosnek obieramy i ucieramy na tarce o małych oczkach.
Na rozgrzanej oliwie szklimy pora przez 2-3 min, następnie dodajemy czosnek, chili, słodką paprykę i majeranek, krótko przesmażamy. Dodajemy odcedzoną ciecierzycę, krojone pomidory z puszki i przecier pomidorowy. Gotujemy na małym ogniu pod przykryciem jeszcze 15-20 min aż sos zgęstnieje.
W tym czasie przygotowujemy klopsiki. 
Do miski wrzucamy nasze mielone mięsko, wbijamy jajko, doprawiamy solą i pieprzem, dosypujemy trochę bułki tartej i dodajemy natki pietruszki lub kolendry. Wszystko mieszamy dokładnie, jeśli masa jest jeszcze zbyt mokra i ciapowata, dosypujemy jeszcze trochę bułki tartej. Z gotowej masy formujemy klopsiki wielkości orzecha włoskiego.
W osobnym garnku gotujemy osoloną wodę, do wrzątku wrzucamy mięsne kulki. Od momentu ponownego zawrzenia wody i wypłynięcia gotujemy je jeszcze ok 3 min.
Wyjmujemy ugotowane klopsy łyżką cedzakową i dodajemy do sosu pomidorowego, mieszamy wszystko razem i "włala" :)










sobota, 18 października 2014

Sałatka ziemniaczana z kurczakiem & Aromatyczna Dorada z warzywami z pieca

W tym tygodniu zabrałam się poważnie za liczenie kalorii (znalazłam bardzo fajną aplikację na tel, nazywa się FatSecret), co za tym idzie zaczęłam restrykcyjnie przestrzegać mojego postanowienia i planu na jadłospis czyli raz w tygodniu sałatka, raz w tygodniu ryba i raz w tyg obiad bezmięsny. Tym razem kolej na sałatkę, jest to kolejna fajna propozycja, która nie zawiera wiele kalorii, jedna porcja ok 176 kcal, jest lekka, bardzo fajnie ziołowo aromatyczna :)



Oto składniki na 4 porcje:

  • 200 g piersi z kurczaka
  • 150 g ziemniaków (tak na prawdę to brałam na "oko" bo nie mam wagi JESZCZE kuchennej, podkreślam JESZCZE :D )
  • 2 pęczki rzodkiewek ( nie wiem co miał na myśli autor dwie pęczki ale dałam ok 200g czyli z 11, 12 większych rzodkiewek)
  • pół ogórka zielonego
  • 100 g mieszanki sałat
  • garść rzeżuchy
  • 2 gałązki tymianku
  • 1/3 pęczka natki pietruszki
  • oliwa
  • łyżka octu winnego
  • sól, pieprz
Ziemniaki gotujemy w mundurkach, w osolonej wodzie. Najlepsze będą te raczej małe, bo szybciej się ugotują w całości. Gdy się ugotują, odsączamy z wody, w której się gotowały, studzimy i kroimy w plasterki.
Piersi z kurczaka, myjemy i suszymy. Można wcześniej je zamarynować w odrobinie oliwy i w ulubionych ziołach, soli i pieprzu i schłodzić w lodówce, ale jak nie masz na to wcześniej czasu możesz od razu takie ziołowe filety wrzucić na patelnię. Na rozgrzanej oliwie smażymy naszego ziołowego kurczaka na złoto. Gdy kurczak wystygnie kroimy go w plasterki.
Sałatę i rzeżuchę myjemy i suszymy, rzodkiewki myjemy i kroimy w małe łódeczki. Ogórka myjemy i kroimy w słupki. Tymianek i natkę pietruszki myjemy i siekamy drobno.
Do dużej miski wrzucamy po kolei sałatę, ziemniaki, ogórki, kurczaka i rzodkiewki. W osobnej małej miseczce mieszamy łyżkę octu winnego z 3 łyżkami oliwy, solą, pieprzem i częścią tymianku. Sałatkę polewamy naszym ziołowym sosem, dodajemy resztę tymianku i natki po czym starannie mieszamy.
Wcinamy jak króliki :) Żeby nie było tak goło i wesoło podajemy z jakimś fajnym pieczywem, może to być wasza ulubiona chrupiąca bagietka albo tak ja, możecie podać z czosnkowymi tostami.



Teraz przejdźmy do kolejnego przepisu, który ostatnio testowałam. Jest to Dorada pieczona z warzywami, mnie bardzo smakowało, mocno cytrusowo-ziołowe smaki w połączeniu z rybą - dla mnie pycha. Chłop mój trochę narzekał, że warzywa cytrusowe mu nie podchodzą, ale no wiadomo, każdemu nie dogodzisz :D Jeśli masz ochotę na zdrowy i lekki obiad, a w dodatku lubisz morskie ryby (nie musi to być koniecznie Dorada, możesz wybrać inną morską rybkę, którą lubisz) to szczerze polecam.

Oto składniki na dwie duże porcje:

  • 2 sprawione dorady
  • 250 g młodych ziemniaków
  • cukinia
  • 3 duże pomidory lub kilka pomidorków koktajlowych
  • czerwona papryka
  • kilka wiosennych cebulek razem ze szczypiorem
  • 4 ząbki czosnku
  • 4 gałązki tymianku
  • 4 gałązki oregano (ja nie miałam, więc użyłam suszonego)
  • 2 limonki
  • oliwa
  • sól i pieprz
Zioła myjemy, połowę z nich siekamy drobno. Jedną limonkę kroimy w cienkie plasterki. Czosnek obieramy, przeciskamy przez praskę.
Rybki płuczemy, nacieramy połową czosnku, posypujemy solą i pieprzem. Do środka wkładamy plasterki limonki, po dwie gałązki tymianku i oregano (ja po prostu wsypałam trochę suszonego do środka, również do środka napchałam odrobinę czosnku). Skrapiamy sokiem z połowy limonki oraz oliwą i odkładamy do lodówki na 30 min.
Ziemniaki gotujemy normalnie, obrane albo tak jak ja w mundurkach, gotujemy tylko 10 min w osolonej wodzie. Warzywa myjemy, cukinię kroimy w plasterki, pomidory na ćwiartki. Z papryki usuwamy gniazdo nasienne, tniemy w paski. Warzywa wkładamy do naczynia żaroodpornego, dodajemy resztę czosnku i ziół, sól i pieprz, skrapiamy sokiem z połowy limonki (jak ktoś nie lubi cytrusowych warzyw to lepiej ostrożnie z tym kropieniem) oraz oliwą, mieszamy wszystko. Na wierzchu układamy nasze rybki, pieczemy 30 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Jemy i uważamy na ości, bo niestety ryba ości ma! 




 Na zakończenie Kazimierz szczerzy kły do obiektywu :)






piątek, 17 października 2014

Papryka faszerowana mięsem i ryżem

W końcu udało mi się ugotować coś, na co czaiłam się już kilka lat! :) Faszerowane papryki to moja misja obecnie, będę je próbować z najróżniejszymi farszami, ażeby nie było monotonnie. A dziś papryczki w bardzo lekkim i mało kalorycznym wydaniu (jedna papryka faszerowana ma tylko 175 kcal). A oto i przepis :)


Składniki:
- 8 papryk czerwonych
- 500 g mięsa mielonego z indyka
- szklanka dzikiego ryżu
- puszka pomidorów
- łodyga selera naciowego
- jedna mała czerwona cebula
-  pęczek małej dymki
- 3 ząbki czosnku
- jajko
 - oliwa
- łyżka koncentratu pomidorowego
- mielona papryka słodka lub wędzona
- mix ziół (w nim też jest tymianek, itp)
- kilka gałązek świeżego tymianku (może być suszony)
- sól i pieprz


  • Ryż gotujemy na sypko w osolonej wodzie, studzimy. Papryki myjemy, odcinamy wierzchy (nie wyrzucamy ich! posłużą jako nakrycia do zamknięcia papryk), usuwamy gniazda nasienne.
  • Cebulkę i dymki wraz z szczypiorem kroimy w drobną kostkę. Seler opłukać i pokroić w drobną kostkę. Czosnek obrać i posiekać. Pomidory sparzyć, zdjąć skórki, usunąć pestki i pokroić w kostkę (lub na lenia użyć pomidorów z puszki).
  • Rozgrzać 1-2 łyżki oliwy, zeszklić dymkę ze szczypiorkiem, czosnkiem i selerem.
  • Wrzucić mięso, smażyć aż się rozpadnie. Dodać pomidory, po łyżce tymianku (ja miałam kilka gałązek świeżego tymianku posiekane) i słodkiej papryki (albo po trochę słodkiej, po trochę ostrej i po trochę wędzonej), doprawić solą i pieprzem. Gotować 15 min.
  • Mięsny farsz przestudzić, połączyć z ryżem i jajkiem, dokładnie wymieszać.
  • Papryki napełniać farszem, układać w naczyniu żaroodpornym, skropić oliwą. Piec w 180 stopniach przez 20 min. Podawać na liściach ulubionej sałaty. Smacznego! :)








wtorek, 7 października 2014

Ciasto z jeżynami & sałatka makaronowa z kurczakiem, brokułami i suszonymi pomidorami

Dzisiaj kombo, opublikuję dwa przepisy naraz, gdyż ponieważ nie mam do nich wielu zdjęć.
Zaczniemy od słodkości. Jeżyny upolowane zostały niedaleko naszego domu. Rośnie ich na potęgę. Czasem to się nawet po drzewach pną, chyba z drabiny by to trzeba zbierać. Angole jakoś się nie kwapią, żeby zbierać pyszne owoce, zatem ja bez obciachu ruszyłam z zakasanymi rękawami na polanę otoczoną ostrężynami. Uzbierałam cały koszyczek i zadowolona zabrałam się za ciasto. Ciasto ucierane moje pechowe, przepis na nie znalazłam w sieci i jest to chyba pierwsze ciasto ucierane jakie mi wychodzi bez zakalców i innych atrakcji, więc teraz korzystam z tego przepisu non stop, tylko owoce zmieniam.

Co potrzebujesz?

  • 5 jaj, białka i żółtka osobno
  • 200 g cukru pudru
  • 200 g miękkiego masła / 180 ml oleju
  • 1 cytryna, umyta i sparzona wrzątkiem
  • 300 g mąki (ja używam pełnoziarnistej brązowe mąki)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • aromat waniliowy 3/4 łyżeczki
  • oczywiście owoce 400-500 g 
Z cytryny ocieramy skórkę i wyciskamy sok.
Białka miksujemy z połową cukru pudru na sztywną pianę.  W drugiej misce miksujemy masło/olej z drugą połową cukru pudru, miksujemy przez ok 3 min. Następnie dodajemy żółtka, po jednym, po każdym dodaniu przez chwilę miksujemy a potem dodajemy kolejne, itd. Dodajemy aromat waniliowy i skórkę z cytryny, mieszamy.
Do maślanej masy dodajemy połowę mąki, krótko mieszamy. Następnie dodajemy połowę soku z cytryny, znowu mieszamy, znowu dodajemy resztę mąki, mieszamy, znowu resztę soku z cytryny.
Na koniec dodajemy pianę z białek, mieszamy ręcznie za pomocą drewnianej łyżki, aż wszystko połączy się w jednolitą masę. Ciasto wylewamy do formy wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą lub mąką.
Wyrównujemy wierzch i układamy owoce. 
W oryginale mowa o 180 stopniach i 60 min ale z moim piecem to nierealne. Piekłam w 175 stopniach z termoobiegiem (mam stały termoobieg, którego nie da się wyłączyć i piecze jak szatan) przez jakieś 30 min, potem jak już się zaczynały boczki lekko przypalać zmniejszyłam do 150 stopni i piekłam kolejne 10 min, po próbie z dźganiem patyczkiem oczywiście. Trzeba sobie dostosować do możliwości swojego piekarnika. Ja zawsze muszę czas skracać... czasem nawet o połowę, bo tak mi wszystko jara ten piec :D
Ciasto studzimy, posypujemy cukrem pudrem i wcinamy! Bo jest pyszne :)


Teraz czas na sałatkę!
Co potrzebujesz?
  • pierś z kurczaka (200-300 g)
  • brokuł ( ok 400-500 g)
  • 250 g makaronu razowego lub tagliatelle (ja wybrałam ten drugi)
  • kilka suszonych pomidorów
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego
  • łyżka majonezu
  • trochę natki pietruszki
  • przyprawa do gyros lub kebab/gyros
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz, papryka słodka i ostra
Brokuły pocięte na drobne bukieciki gotujemy we wrzącej i osolonej wodzie przez ok. 8 min. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Pierś z kurczaka w przyprawie gyros grillujemy lub smażymy na niewielkiej ilości oleju. Z jogurtu naturalnego przygotowujemy sos. Dodajemy do jogurtu ząbek czosnku starty na tarce o małych oczkach, łyżeczkę słodkiej papryki, ćwiartkę łyżeczki ostrej papryki, troszkę soli i pieprzu. Makaron, mięso i brokuły delikatnie mieszamy w dużej misce, dodajemy sos, pokrojoną natkę pietruszki i kilka suszonych pomidorów pokrojonych w drobne paski. Podajemy schłodzoną.
Smacznego!

wtorek, 19 sierpnia 2014

Łazanki, a raczej coś w ten deseń...

Nie chciało mi się do polskiego sklepu cisnąć po sam makaron łazankowy, więc skorzystałam z makaronu tagliatelle, połamanego dokładnie. Wydaje mi się, że w smaku jest dość zbliżony do klasycznej łazanki.
Mam nadzieję, iż wyznawcy łazanek mi wybaczą tą zniewagę :)

Co potrzebujemy?

  • 200 g makaronu łazankowego (w moim przypadku połamany makaron tagliatelle)
  • 500 g kiszonej kapusty
  • 200 g jakiejś kiełbaski
  • 300 g pieczarek (ja miałam nawet więcej, bo lubię mocno pieczarkowe)
  • 2 małe cebulki/ 1 duża ( w moim przypadku jedna zwykła, a jedna czerwona)
  • liść laurowy
  • kilka kulek ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • kminek/kumin rzymski
  • odrobina słodkiej papryki, majeranku
  • oliwa z oliwek
  • opcjonalnie trochę bulionu 
Kapustę wrzucamy na sito, opłukujemy pod letnią wodą, dokładnie odciskamy. Troszkę kapustę kroimy, żeby nam się nie ciągnęły metrowe nitki,  w końcu to nie spaghetti. Pokrojona kapusta ląduje w garze, zalewamy ją wodą, tyle tylko by ją pokryć, lub nawet mniej. I tutaj można opcjonalnie zamiast wody użyć bulionu, co też właśnie uczyniłam. Dodać liścia laurowego i kulki ziela angielskiego, ewentualnie nasiona kuminu i trochę pieprzu. Kapusta na małym ogniu ma się dusić, mniej więcej do miękkości.
W między czasie pod nóż idzie reszta składników. Kroimy w kostkę cebulę, kiełbaskę w połówki a pieczarki kroimy jak nam się żywnie podoba. Na rozgrzanej oliwie złocimy cebulkę, po chwili dodajemy kiełbaskę, a na koniec pieczarki. Dusimy do czasu aż pieczarki sczernieją i zmaleją, gdy się to stanie zawartość patelni ląduje w garze z kapustą. Wszystko dokładnie ze sobą mieszamy i dalej dusimy, do czasu aż bulion/woda odparuje. Doprawić można papryką słodką, kminkiem, majerankiem - wedle smakowego uznania.
Gotujemy makaron, al dente. Odcedzamy i dorzucamy do naszej kapustki. Dusimy jeszcze z pięć minutek. Pod koniec dodajemy pieprz lub maggi/sos sojowy w zależności czy lubimy słone czy pieprzne. I tyle łazanki gotowe. Ja osobiście lubię odgrzewane na drugi dzień, jak się już przegryzie i troszkę przypali :)









poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Pierś indyka nadziewana śliwkami


"Pierś indyka to najchudsze mięso bogate w witaminy B6 i B12, niacynę, selen i cynku. Niedobór witaminy B6 może utrudniać odchudzanie, a selen uczestniczy w metabolizmie hormonów tarczycy odpowiedzialnych za tempo przemiany materii. Mięso indyka zawiera o wiele mniej nienasyconych kwasów tłuszczowych i cholesterolu niż inne mięsa a zawarty w nim cynk ma wpływ na kondycję włosów i jędrność skóry.
Dziś przepis na mięso z piersi indyka pieczone w piekarniku. Pierś z indyka nadziewana śliwkami i/lub morelami, więc danie lekko słodkie…"
Przepis oraz cytat zapożyczony ze strony http://www.fitness-food.pl

Co potrzebujemy?
  • pierś z indyka (ilość porcji uzależniona od wielkości owej piersi, ja użyłam jednej 300g na 2 i 1/2 porcji)
  • suszone śliwki
  • suszone morele
  • czosnek
  • oliwa z oliwek
  • pieprz, sól
  • łyżka miodu
  • ulubione zioła (papryka słodka i ostra, rozmaryn, tymianek, majeranek, gałka muszkatołowa...)
  • jako dodatek do obiadu pieczone ziemniaczki posypane ziołami oraz zielona fasolka szparagowa
Jak ktoś nie wie jak rozciąć i zawiązać roladę to podaję linka Do filmiku z Kotlet.tv, na którym podobną roladę naocznie można ujrzeć. Mnie ciężko słownie wytłumaczyć jak rozciąć mięso, wydaje mi się że trzeba to zobaczyć.
Z oliwy przygotowujemy marynatę, dodajemy ząbek czosnku starty na tarce o drobnych oczkach, łyżkę miodu i zioła i przyprawy które lubimy. Mięso najpierw smarujemy marynatą po jednej stronie, wykładamy śliwki i morele, ostrożnie zwijamy, po czym wiążemy sznurkiem lub spinamy wykałaczkami. 
Nacieramy naszą roladę resztą marynaty, wstawiamy do naczynia żaroodpornego, wlewamy odrobinę bulionu lub wody. Można dodać jeszcze owoców do naczynia, ja dodałam czerwoną cebulę pokrojoną w ćwiarteczki. Piekłam 50 min w piekarniku nagrzanym do 175 stopni z termoobiegiem - wy tam poustawiajcie wedle waszych pieców, jak macie obczajone, mój piec na wyższej temperaturze wszystko pali na węgiel, taki mocny ten termoobieg, a nie da się go wyłączyć. Ziemniaczki w osobnej brytfance również się piekły tyle samo czasu, zaraz obok indora. Co jakiś czas można podlać bulionem/wodą żeby się nie przypaliło. 
Mięso jest pyszne, aromatyczne po prostu niebo w gębie. Uwielbiam taką roladę z suszonymi owocami :)
Polecam, idealna pozycja na niedzielny obiad lub odświętną kolację w towarzystwie lampki z czerwonym winem... ^^

czwartek, 14 sierpnia 2014

Kurczak, imbir, suszone pomidory i mleczko kokosowe!

Miałam ochotę na jakieś kulinarne eksperymenty i oto znalazłam ciekawą pozycję w internetach. Danie jest ciekawe, choć chłop mój orzekł iż "takie mdłe jakieś", ale kotletożercy nie dogodzisz :P Mnie się takie połączenie smaków podobało, po chwili wszystkie się ładnie "ujawniają" na języku. Co prawda faktycznie jest bardzo subtelne i ja bym śmiało dodała więcej imbiru i kolendry, żeby było mocniej czuć te smaki.
Oto jak ja to przygotowałam.


Co potrzebujesz? (na 2 porcje)

  • 1 spora pierś z kurczaka
  • 150 ml mleka kokosowego
  • 4 kawałki suszonych pomidorów (dla mnie zdecydowanie za mało, następnym razem walnę chyba z garść)
  • świeży imbir 
  • sól, pieprz
  • pełnoziarnisty makaron (ilość wedle tam uznania waszego, ile tam jecie)
  • ziarna kolendry lub już startą kolendrę (ja miałam już startą)
  • świeża kolendra do przybrania (lub pietruszka - której użyłam)
Gotujemy makaron w osolonej wodzie. Pierś kurczakową myjemy, kroimy w niewielkie kawałki i smażymy na oliwie z oliwek, solimy, pieprzymy. 
2 cm kawałek imbiru (ja bym śmiało dała więcej żeby smak był bardziej intensywny) trzemy na tarce o małych oczkach, pomidory tniemy w małe paski, ziarna kolendry miażdżymy w moździerzu i dodajemy to wszystko na patelnię. 
Pod koniec dodajemy natkę kolendry lub pietruszki. Gdy makaron się ugotuje a kurczak usmaży i imbir zezłoci, zdejmujemy patelnię z ognia, wrzucamy odcedzony makaron, dodajemy 150 ml mleka kokosowego i wszystko ładnie ze sobą mieszamy. 
Należy pamiętać, że nie wolno podgrzewać już potrawy po dodaniu mleka kokosowego, ponieważ straci ono cały swój aromat.





czwartek, 7 sierpnia 2014

Kapusta według kuchni pięciu przemian

Znalezione w otchłani internetu. Zaciekawiło mnie to, a jakże, zatem i zaczęłam zgłębiać wiedzę dostępną we wcześniej wspomnianej otchłani. Co to jest właściwie ta kuchnia pięciu przemian? Wszystko ładnie opisałam Tutaj na moim drugim blogu. A teraz zapraszam na relację zdjęciową z przygotowywania tego pysznego jedzonka.





Co potrzebujesz?

  • 1/2 szklanki wrzątku
  • 1 liść laurowy
  • 1 łyżka majeranku
  • 1 łyżeczka kminku
  • 4 suszone śliwki
  • 4 suszone morele
  • łyżka rodzynek
  • 200 g pieczarek
  • 1/2 główki kapusty
  • 1 cebula
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • szczypta pieprzu, sól
  • 1 jabłko
  • 2 pomidory (ja użyłam pomidorów z puszki, taki ze mnie oszust)

Gotujemy wodę, do wrzątku wrzucamy liść laurowy, kminek, majeranek i gotujemy przez 3,4  min.
Po tym czasie dodajemy: pieczarki, morele, rodzynki i śliwki. Znów chwilkę gotujemy.
Teraz czas na poszatkowaną w małe, cienkie paski kapustę, cebulę, ziele angielskie i pieprz. Po chwilce odrobinę solimy. Jabłko obieramy i trzemy na tarce o dużych oczkach. Pomidory sparzyć wrzątkiem, obieramy i kroimy w kosteczkę (lub jak ja użyć pomidorów z puszki, ja użyłam całej puszki). Starte jabłko i pokrojony pomidor dodajemy do kapusty, gotujemy pod przykryciem do miękkości. Pamiętamy o mieszaniu co jakiś czas, na dodatek drewnianą łyżką! 

Dla mnie bomba, taki bigosik bez mięcha i tłuszczu, za to z suszonymi owocami. Bardzo pożywne jedzonko, na pewno sprawdzi się idealnie w czasie zimowych mrozów, w sam raz na rozgrzanie. Jak wiadomo lubię sobie poeksperymentować, więc to danie musiałam wypróbować. 





Moja rada jeśli nie czytaliście nic na temat kuchni pięciu przemian, bardzo istotna jest kolejność dodawania składników, trzeba trzymać się kolejności z przepisu, bo o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Składniki reprezentujące dany żywioł muszą się ze sobą przeplatać w odpowiedniej kolejności i zakończyć na tym składniku, któremu żywiołowi jest dedykowane dane danie. W tym przepisie kończy się na pomidorach, jest to smak kwaśny, pora roku wiosna a żywioł Drzewo ;)