piątek, 17 października 2014

Papryka faszerowana mięsem i ryżem

W końcu udało mi się ugotować coś, na co czaiłam się już kilka lat! :) Faszerowane papryki to moja misja obecnie, będę je próbować z najróżniejszymi farszami, ażeby nie było monotonnie. A dziś papryczki w bardzo lekkim i mało kalorycznym wydaniu (jedna papryka faszerowana ma tylko 175 kcal). A oto i przepis :)


Składniki:
- 8 papryk czerwonych
- 500 g mięsa mielonego z indyka
- szklanka dzikiego ryżu
- puszka pomidorów
- łodyga selera naciowego
- jedna mała czerwona cebula
-  pęczek małej dymki
- 3 ząbki czosnku
- jajko
 - oliwa
- łyżka koncentratu pomidorowego
- mielona papryka słodka lub wędzona
- mix ziół (w nim też jest tymianek, itp)
- kilka gałązek świeżego tymianku (może być suszony)
- sól i pieprz


  • Ryż gotujemy na sypko w osolonej wodzie, studzimy. Papryki myjemy, odcinamy wierzchy (nie wyrzucamy ich! posłużą jako nakrycia do zamknięcia papryk), usuwamy gniazda nasienne.
  • Cebulkę i dymki wraz z szczypiorem kroimy w drobną kostkę. Seler opłukać i pokroić w drobną kostkę. Czosnek obrać i posiekać. Pomidory sparzyć, zdjąć skórki, usunąć pestki i pokroić w kostkę (lub na lenia użyć pomidorów z puszki).
  • Rozgrzać 1-2 łyżki oliwy, zeszklić dymkę ze szczypiorkiem, czosnkiem i selerem.
  • Wrzucić mięso, smażyć aż się rozpadnie. Dodać pomidory, po łyżce tymianku (ja miałam kilka gałązek świeżego tymianku posiekane) i słodkiej papryki (albo po trochę słodkiej, po trochę ostrej i po trochę wędzonej), doprawić solą i pieprzem. Gotować 15 min.
  • Mięsny farsz przestudzić, połączyć z ryżem i jajkiem, dokładnie wymieszać.
  • Papryki napełniać farszem, układać w naczyniu żaroodpornym, skropić oliwą. Piec w 180 stopniach przez 20 min. Podawać na liściach ulubionej sałaty. Smacznego! :)








wtorek, 7 października 2014

Ciasto z jeżynami & sałatka makaronowa z kurczakiem, brokułami i suszonymi pomidorami

Dzisiaj kombo, opublikuję dwa przepisy naraz, gdyż ponieważ nie mam do nich wielu zdjęć.
Zaczniemy od słodkości. Jeżyny upolowane zostały niedaleko naszego domu. Rośnie ich na potęgę. Czasem to się nawet po drzewach pną, chyba z drabiny by to trzeba zbierać. Angole jakoś się nie kwapią, żeby zbierać pyszne owoce, zatem ja bez obciachu ruszyłam z zakasanymi rękawami na polanę otoczoną ostrężynami. Uzbierałam cały koszyczek i zadowolona zabrałam się za ciasto. Ciasto ucierane moje pechowe, przepis na nie znalazłam w sieci i jest to chyba pierwsze ciasto ucierane jakie mi wychodzi bez zakalców i innych atrakcji, więc teraz korzystam z tego przepisu non stop, tylko owoce zmieniam.

Co potrzebujesz?

  • 5 jaj, białka i żółtka osobno
  • 200 g cukru pudru
  • 200 g miękkiego masła / 180 ml oleju
  • 1 cytryna, umyta i sparzona wrzątkiem
  • 300 g mąki (ja używam pełnoziarnistej brązowe mąki)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • aromat waniliowy 3/4 łyżeczki
  • oczywiście owoce 400-500 g 
Z cytryny ocieramy skórkę i wyciskamy sok.
Białka miksujemy z połową cukru pudru na sztywną pianę.  W drugiej misce miksujemy masło/olej z drugą połową cukru pudru, miksujemy przez ok 3 min. Następnie dodajemy żółtka, po jednym, po każdym dodaniu przez chwilę miksujemy a potem dodajemy kolejne, itd. Dodajemy aromat waniliowy i skórkę z cytryny, mieszamy.
Do maślanej masy dodajemy połowę mąki, krótko mieszamy. Następnie dodajemy połowę soku z cytryny, znowu mieszamy, znowu dodajemy resztę mąki, mieszamy, znowu resztę soku z cytryny.
Na koniec dodajemy pianę z białek, mieszamy ręcznie za pomocą drewnianej łyżki, aż wszystko połączy się w jednolitą masę. Ciasto wylewamy do formy wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą lub mąką.
Wyrównujemy wierzch i układamy owoce. 
W oryginale mowa o 180 stopniach i 60 min ale z moim piecem to nierealne. Piekłam w 175 stopniach z termoobiegiem (mam stały termoobieg, którego nie da się wyłączyć i piecze jak szatan) przez jakieś 30 min, potem jak już się zaczynały boczki lekko przypalać zmniejszyłam do 150 stopni i piekłam kolejne 10 min, po próbie z dźganiem patyczkiem oczywiście. Trzeba sobie dostosować do możliwości swojego piekarnika. Ja zawsze muszę czas skracać... czasem nawet o połowę, bo tak mi wszystko jara ten piec :D
Ciasto studzimy, posypujemy cukrem pudrem i wcinamy! Bo jest pyszne :)


Teraz czas na sałatkę!
Co potrzebujesz?
  • pierś z kurczaka (200-300 g)
  • brokuł ( ok 400-500 g)
  • 250 g makaronu razowego lub tagliatelle (ja wybrałam ten drugi)
  • kilka suszonych pomidorów
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego
  • łyżka majonezu
  • trochę natki pietruszki
  • przyprawa do gyros lub kebab/gyros
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz, papryka słodka i ostra
Brokuły pocięte na drobne bukieciki gotujemy we wrzącej i osolonej wodzie przez ok. 8 min. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Pierś z kurczaka w przyprawie gyros grillujemy lub smażymy na niewielkiej ilości oleju. Z jogurtu naturalnego przygotowujemy sos. Dodajemy do jogurtu ząbek czosnku starty na tarce o małych oczkach, łyżeczkę słodkiej papryki, ćwiartkę łyżeczki ostrej papryki, troszkę soli i pieprzu. Makaron, mięso i brokuły delikatnie mieszamy w dużej misce, dodajemy sos, pokrojoną natkę pietruszki i kilka suszonych pomidorów pokrojonych w drobne paski. Podajemy schłodzoną.
Smacznego!

wtorek, 19 sierpnia 2014

Łazanki, a raczej coś w ten deseń...

Nie chciało mi się do polskiego sklepu cisnąć po sam makaron łazankowy, więc skorzystałam z makaronu tagliatelle, połamanego dokładnie. Wydaje mi się, że w smaku jest dość zbliżony do klasycznej łazanki.
Mam nadzieję, iż wyznawcy łazanek mi wybaczą tą zniewagę :)

Co potrzebujemy?

  • 200 g makaronu łazankowego (w moim przypadku połamany makaron tagliatelle)
  • 500 g kiszonej kapusty
  • 200 g jakiejś kiełbaski
  • 300 g pieczarek (ja miałam nawet więcej, bo lubię mocno pieczarkowe)
  • 2 małe cebulki/ 1 duża ( w moim przypadku jedna zwykła, a jedna czerwona)
  • liść laurowy
  • kilka kulek ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • kminek/kumin rzymski
  • odrobina słodkiej papryki, majeranku
  • oliwa z oliwek
  • opcjonalnie trochę bulionu 
Kapustę wrzucamy na sito, opłukujemy pod letnią wodą, dokładnie odciskamy. Troszkę kapustę kroimy, żeby nam się nie ciągnęły metrowe nitki,  w końcu to nie spaghetti. Pokrojona kapusta ląduje w garze, zalewamy ją wodą, tyle tylko by ją pokryć, lub nawet mniej. I tutaj można opcjonalnie zamiast wody użyć bulionu, co też właśnie uczyniłam. Dodać liścia laurowego i kulki ziela angielskiego, ewentualnie nasiona kuminu i trochę pieprzu. Kapusta na małym ogniu ma się dusić, mniej więcej do miękkości.
W między czasie pod nóż idzie reszta składników. Kroimy w kostkę cebulę, kiełbaskę w połówki a pieczarki kroimy jak nam się żywnie podoba. Na rozgrzanej oliwie złocimy cebulkę, po chwili dodajemy kiełbaskę, a na koniec pieczarki. Dusimy do czasu aż pieczarki sczernieją i zmaleją, gdy się to stanie zawartość patelni ląduje w garze z kapustą. Wszystko dokładnie ze sobą mieszamy i dalej dusimy, do czasu aż bulion/woda odparuje. Doprawić można papryką słodką, kminkiem, majerankiem - wedle smakowego uznania.
Gotujemy makaron, al dente. Odcedzamy i dorzucamy do naszej kapustki. Dusimy jeszcze z pięć minutek. Pod koniec dodajemy pieprz lub maggi/sos sojowy w zależności czy lubimy słone czy pieprzne. I tyle łazanki gotowe. Ja osobiście lubię odgrzewane na drugi dzień, jak się już przegryzie i troszkę przypali :)